Biało-złota smuga na środku to ludzka, ziemska inkarnacja. Zielony kolor to życie, środowisko w jakim się urodziliśmy, rodzina, ludzie którzy nas otaczają, „status społeczny”, poziom świadomości. Jesteśmy wychowywany przez ludzi ze swoimi ograniczeniami, wierzeniami, poglądami, oni nas ich uczą, a my przyjmujemy ich wiedzę jako swoją. Nakładane nam są różne ograniczenia we wszystkich aspektach, szkoły, pracy, życia prywatnego, pasji, zainteresowań, mody, muzyki, sztuki, dosłownie wszystkiego.
Te ograniczenia to fioletowa smuga oddzialająca dwa światy – świata, który znamy i tego, do którego nas woła, a nie mamy odwagi by tam iść.
Jeśli aktualnie panuje moda na szerokie spodnie to nagle wszyscy zaczynają nosić szerokie spodnie bez zastanowienia.
O ile takie drobiazgi nie mają większego wpływu na nasze życie, to te większe już tak.
Na przykład:
„Synu, idź do wojska, będziesz miał wcześnie emeryturę” – w ich przekonaniu to dobra, wygodna opcja.
A czy ktoś zapytał syna co sprawia mu radość w życiu?
Może gotowanie i byłby świetnym szefem kuchni albo otworzył sieć restauracji.
„Dobrze jest znaleźć żonę/ męża, mieć dzieci, kota, psa i dom z ogrodem.”
A może ktoś wolałby zostać podróżnikiem i spędzić życie bez ograniczenia się jednym miejscem zamieszkania i kredytem na pół życia za to miejsce zamieszkania? Może woli doświadczyć wielu związków i nie mieć dzieci?
„Masz żonę/ męża, dzieci, kota i psa. Zobacz, inni tego nie mają, doceń to co masz.”
Jak masz to docenić, kiedy masz tą żonę bo rodzice naciskali na zaręczyny, potem żona naciskała na dziecko, a dziecko na kota. Wszystkie decyzje były podjęte pod presją kogoś innego, nie wynikały z czystej radości i Twojej chęci zrobienia tego. Ale teraz już w tym jesteś, sprawy poszły za daleko, minęło wiele lat, ludzie w Twoim otoczeniu mają podobnie, wszyscy narzekają na swoje żony, mężów, rozwydrzone dzieci i śmierdzące kocie kuwety. Skoro wszyscy tak mają, to chyba tak już musi być?
Chyba…
A może można się z tego wyrwać?
Są przecież szczęśliwi ludzie, którzy nie zastanawiają się co o nich inni pomyślą i po prostu robią to na co mają ochotę.
Mało jest takich osób, prawda?
Ale jednak istnieją.
Dlaczego więc postrzegani są w kategorii wariatów lub takich, z którymi nie da się utożsamić? Patrzymy na nich i zastanawiamy się „Jak oni to robią?”
„Jak można codziennie być szczęśliwym? Chyba mają dobry towar.”
Pojawia się w środku to pragnienie, to wołanie „Ja też tak chcę!”
I to właśnie magiczny KRYZYS WIEKU ŚREDNIEGO
To moment, w którym orientujesz się, że została Ci już tylko połowa życia, jesteś coraz starszy i czas na zmianę tej stagnacji jest teraz albo nigdy. Teraz masz jeszcze siłę, ale za 10 lat nie będziesz jej już tyle miał, za 20 tym bardziej.
I to właśnie moment rozłamu. Porzucasz swoje dotychczasowe życie, podążasz za wewnętrznymi pragnieniami i dołączasz do grona wspomnianych wcześniej wariatów, nagle zaczynasz mieć z nimi wspólny temat. Nagle przestajesz narzekać, no bo na co narzekać kiedy zaczynasz robić rzeczy które Cię radują i otaczasz się ludźmi, którzy robią to samo? Razem robicie te wszystkie rzeczy, o których narzekające grono zostawione z tyłu mówi „Po co Ci to? Odbiło Ci na stare lata.”
Ale Ciebie to już nie obchodzi, nie wrócisz już do pozostawionego życia, wreszcie czujesz się spełniony, wolny, śmiejesz się i zastnawiasz się dlaczego tak długo z tym zwlekałeś. Masz ochotę krzyknąć „Ludzie, da się! To najlepsza decyzja jaką podjąłem!”
No właśnie… podjąłeś ją sam…